|
http://vimeo.com/16820252
|
Dane użytkownikaImię i nazwisko bartosz szczepański Lokalizacja inowrc./k-lin Zarejestrowany 2010-03-14 Ostatnio na stronie 2011-05-06 08:48 |
||
|
|
OpisMatka.
Człowiek pierwotny nie pojmował ani zjawisk zachodzących w jego psychice ani w świecie zewnętrznym. Obdarzał obiekty kultem, przerzucając na nie siły i moce, których nie rozumiał. Demonizował je, umagiczniał lub wywyższał. Jego umysł rozwijał się wykształcając możliwość holistycznego pojmowania świata. Prosty animizm wyewoluował w kult bogini Matki, Płodności. Jest to Bóg rodzaju żeńskiego, po części abstrakcyjny jak i wszechobecny. Matka wydaje na świat syna, syn wyczerpuje ją, wysysa z niej największą energię, doprowadza do jej zagłady. Wprowadza kult Boga transcendentnego, projekcję duszy indywidualnej. Z opozycji do matki rodzi się w nim nienawiść, konflikt. Bóg-Ojciec nie ma innej reprezentacji prócz człowieczego ciała Syna. Syn poświęca się dla Ojca, by ten całkowicie oderwał się od przedmiotowości, śmiertelności, materialności. „(…)Jam w Synu winoroślą/ Z Ojcam był poczęty. Owoc, który daję/ To jest Bóg, Duch Święty. Jam dzieckiem, synem Mu, a Bóg znów dzieckiem Mym;” Angelus Silesius[przekład M. Brykczyński i J. Prokopiuk]. Reformacja dokonuje oderwania Boga od krzyża. Dzisiejsza religia katolicka w Polsce cofa się do animistycznego utożsamiania Boga w obiekcie, zamykając go w drewnianym, totemicznym fetyszu, przędąc do zestawu mitologię matki-dziewicy-bogini-płodności, ducha Merkurego i wielu innych przed-nowotestamentowych herosów. Kultura zachodu wywyższa jednostkę, dając jej możliwości, a nawet zmuszając ją do kreowania swojego środowiska/ otoczenia. Nastawiony egoistycznie człowiek zachodu, doskonali sam siebie w pogoni za sukcesem, zapominając naturalne, tradycyjne wartości - jeżeli prawdą jest co powyższe- i uwstecznia się w fanatyzmie, to jest on[fanatyzm] zubożałą wersją kultów pierwotnych, gdzie szaman zapomniał słów i zatracił słuch, a bachantki poczucie rytmu. Przygotowując instalację dokonałem emocjonalnej podróży do wczesnych lata dziecięcych. Dźwięk maszyny przywołał mi jesienno-zimowe wieczory, gdy pałętałem się- bawiąc się guzikami i słysząc co chwilę przestrogę, bym nie zbliżał się do pedału- pod nogami stołu i mamy szyjącej na maszynie. Wykonanie instalacji było zatarciem się ról i transformacją moją w moją mamę, powieleniem jej pracy i ponowieniem. Zaprzeczeniem inicjacji w dorosłość i oderwania się od matki czy też archetypu matki. Wielokrotnie mówiłem mamie, że nie znoszę tych ciemnych, smutnych i nudnych wieczorów wygrywanych dźwiękiem maszyny do szycia. Całe mieszkanie było ciemne, światło było tylko w kuchni. Niechęć do maszyny była chyba mniejsza niż do ciemności. Nie lubiłem tych wieczorów, ale może tak tylko zawadiacko mówię. |
||
www.csw.torun.pl
|
|||